niedziela, 25 grudnia 2011

Noc i Ona

Dotykasz mnie przez powłoki materiał

Dotyk twój parzy

Ale w nim czuje spełnienie

Zbliżam się i oddałam

od celu

trącam o raj i opadam

nie śpię, nie odpływam

modlę się do Aniołów

trwonię czas

na bezowocne spełnienia

Awansuje w twoich oczach

I degraduje siebie

noc jest parna 

pot wypływa ze mnie

strumieniami

z każdej poły ciała

leżymy obok siebie

czasem w sobie



Znów rozmazałem Ci makijaż

piątek, 23 grudnia 2011

Cała ty

Stajesz przed światem
bierzesz go w epochè

Trącasz o krzesłowatość
tego co nim nie jest

Alarm dyktuje Ci serce
nienasycenie uczucia

miłość
i sprawdzenie siebie

wątpisz w oczywistość tego
co jasne, klarowne i boże

Będziesz zawsze
Buduj siebie

W klamrach
zamknij ekstazę

przed całą rzeczywistością tego
co w niej fałszywe

poniedziałek, 7 listopada 2011

***

Zimą melancholia otula mnie sztywno kocem
Koc ten nie staje się już twoim ciałem
Z promieni słońca  tych zimowych poranków

Serce hula pośród wiatrów
Ja niebawem stanę się śnieżna kulą
Z lodu i niespełnienia

Oprószy mnie śnieg po sama szyje
Ale stopnieje od Ciepła
Zimowych poranków

Krążę pomiędzy chmurami
Szukam dachu nad głową, ciepłej płachty
I Ciebie

Ziem trzeba przezimować razem
Chodź brnę sam   zaspach
W te zimowe poranki

sobota, 8 października 2011

***

Płacze ja i płacze świat
Kroplami z tytanu
Spadają na ziemie
Rozrywają trzewia
Krzyczę o Ciebie
Pragnę i cierpię
Żywy płomień
Spala mnie od
Środka
I zewnątrz

Jestem kruchym liściem
Mężczyzną o kobiecym sercu
Silnym i słabym
Popełniam hordy błędów
Żaden nie jest wybaczony

poniedziałek, 3 października 2011

Krople

Krople spadając oplatają mokre ciało

Odbiciem świata w centymetrze wody

Uderzają  o nagie ciało

Chłoszczą ramiona i piersi

Trywialnie spływają po ciele

Rynnami wokół ubytków

I naddatków  Ciebie

Płyną do końca

By spaść

I od nowa zacząć

Swój bieg rozkoszy

Wróble

Oglądam za oknem wróble
Skaczące po rachitycznych gałązkach jabłoni

Gałęzie jak twoje ramiona uginają się
Pod ciężarem ptasiego ciała

Ptaki skaczą po drzewie
Rodzą na korze twojego ciała

Dreszcze- resztki ewolucji
Wróble odlecą

Ślady łapek utrwalone tatuażem
Na tobie

Dotkną korzeni zmysłów
Jesteś wiotka i giętka

Zapomniałem że taką Cie kocham
Kiedy patrzę na małe skrzydła

Utrwalę ten obraz
wyryje na drzewie nasze imiona

W sercu koślawym
Ł i …

Pisanie

Nie chce pisać już o miłości
Ale wtedy pisać mam o czym?
Napisze o wróblu, gąsce i kwiatku
O marach śniących
Duszących
Książętach bez herbu
I baloniku zielonym

Obligatoryjnie ukołysze nienawiść
kroplówką zdawkuje sobie Ciebie
i zasnę snem tym ciężkim z elementami odgłosów
zapisze co mówię a potem dam tobie
powiesisz to na lodówkę jako przestrogę
że miłość trzeba pielęgnować

Zły Świat

Rozsypałaś na kawałki świat
mój
Pewny bo oparty
Na ramionach Atlasa
Cicho łkam
Cicho kłamie
Szukam równowagi
Może to miłość
Może tylko wstyd
Nie zabieraj mi
Nas, ciebie kawałków mnie
Masz to wszystko
Czego się boje

poniedziałek, 5 września 2011

Fuzja

Skargi pokątne

Artefakty naszych ciał

Fuzja uczuć

Dobrych 

Częściej złych



Stosy listów

Palonych w kominku

Miłość dobrze płonie



Rozrywane na strzępy

Kawałki obojga nas



Ty pozostaniesz cała

Mnie pozbierają ptaki

Okruchy tego co umarło

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Poszukiwania


Spojrzeniem  ciała wpajasz mnie w ściany
Miedzy nami  je budujemy
Papierowy sztylet znów tkwi w moim sercu
Krótka droga między uczuciem a nie uczuciem
Miedzy słowami a czynami
Trwonię czas na egzystencje
Nie życie
Barwne pawie poszarzały
W moim parku nie ma Cie już
Odchodzisz, nastały owe czasy
Czasy rewolucji
Uczuć, idei, miłości i wiary
W  naszym tangu
Poszukuję Ciebie

piątek, 22 lipca 2011

Znaki

Mieszam perfumy w kadzi
Z twoich spojrzeń
Zapachy owijają
Mnie szczelnymi pętami
Słów jak szum
Twoich włosów
Czucie me obija się
O bezsens
Zatacza elipsy
I powraca pełne życia
Myślę ale nie
Nadaje im kształtu
Wsłuchuje się
W szum kamieni
Mruczenie drewna
Szept cegieł
Nawołują Cie
O nawrócenie

czwartek, 30 czerwca 2011

Obraz

Obraz twojej twarzy
Rozpływa się  po podłodze
W kroplach porannej rosy

Kładziesz mi na twarzy chude palce
Niczym obłoki
Przesuwają się po niebie
Moich lic

Nakarmię twojego kota tylko on
Wierzy jeszcze w to co
Bóg juz przekreślił

Otrzyj krwawe łzy
Otrzyj krwawy pot
Ratuj resztki wiary

Słychać oddech!
Czasu
Na twoich nagich plecach
Koloru jaśminu

Na czasy

  Eksploruje umysł w poszukiwaniu spokoju
obijam się pomiędzy trwogą a smutkiem
plącze nerwy i wiąże je na postronku


Tracę moralność w gniew obrastam
wojna się brzydzę ale na strychu trzymam karabin
pamiątkę po czasach dawnych pełnych szacunku


obdartych z fałszywych uczuć
apoteozy złego smaku
czcij matkę swoją a ojca szanuj
czasy niepewne granitowymi chmurami
otoczą nas samych 

Przypowieść

Ze studni miłości wydobyłem pełen bukłak
Przyniosłem go do domu rozpusty Sodomy
Wyśmiano mnie i wyszydzono
Ale miłość była ze mną
Gorało we mnie serce i trzęsły się nogi moje
Wierzyłem nadal, ze Arka uratuje nas od potopu
Ale przed wodą już nas nie chroni
Zatapia nas w swoim ciele- mętnej zimnej wody
Wlewając się w nas
Kamieniem rzucisz we mnie pierwszy
Drogi przechodniu
Nikt nie pomoże
Poniosę mój krzyżyk sam  

***

Ciało twoje napięte głaszcze jak kota

opina się jak struna łydką nagą

patrzę na Ciebie

chodź wiem…

że karcisz moje spojrzenie

gdy zsuwam je na sutki z dźwięku



Do pokoju wchodzi niepewność

czuje już w odrzwiach

przystawisz mi do głowy

te same sztylety

zimne kawałki

stali

pachnącej orężem miłości



Wstąp na mnie zapomnijmy

o martwej pościeli między nami

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

***

Ze wszystkim stron wychodzą pokraczne madonny
Zeszły z karuzel by odgrodzić nas od reszty
I powstrzymać wzrok nieobecny
I sny prorocze

Ustanowić sens dawnemu porządkowi
Posypać głowę popiołem  
Zatracać się w namiętności

Wole wykorzystywać
Nie tylko mieć
Nie być jak wilk
Człowiekowi

Nadać burze uczuć
Krążyć elipsami
Elektronami uczuć
Wobec drugiego ciała- jądra

Usiądź pod jabłonią
Poczuj we mnie siłę
Nie skażoną brakiem miłości
Będę w tobie każdego dnia
Po sam krzyk o brzasku

wtorek, 15 marca 2011

Upadek

Tąpniecie nawiedza moje życie
zwala się, w kawałkach na chodnik
obok przechodniów leży moje potrzaskane ciało
trzęsie się od nadmiaru spojrzeń

spoczywam lekko bez zawracania
szyi a nawet głowy reszcie
motłochu

Będę sam zajęty zbieraniem resztek
mojego nie wątłego ciała
wszystkich komórek
pokrytych pogardą dla
 samej własnej osoby

Niech i tak będzie pokocham jednoosobowość
ożenię się z nią i zestarzeje
po próg mojego domu będzie jej pełno
zamiast płaczu i tupania stóp
pojedyncze ciało

poniedziałek, 7 marca 2011

Duchy

Czy widzisz białe kruki nad naszymi głowami?
Krążą, niczym duchy, zjawy
Złego przeznaczenia
Wydziobują z kości resztki przyzwoitości
z serca uczucia
z głowy pustkę
tańczą marionetki
taniec śmierci
ku uciesze grzeszników
wabią prostotą i przyzwoitością
pomiędzy spojrzenia wpychają
się beznamiętnie

ufasz im a mimo to nadziewasz
się na ich przewrotność
kruki, ptaki nocy
cierpkie gorzkie łzy
spływają przy każdym spotkaniu

środa, 23 lutego 2011

niedziela, 20 lutego 2011

Melodia

W taka parną noc jak ta
staje się wirtuozem twojego ciała
w chłopięce sutki
ustami wtłaczam życie
stają się żywe
czują i myślą

po  membranie brzucha
przesuwam palce
napięta skóra akordem
wzbrania się by nie wydać przed wczesnego dźwięku

barytonem sięgam dna
dłonią, układam instrument
raz wydając dźwięki niższych
a raz wyższych sfer

przesuwam i naciskam by
znaleźć dźwięk który ciało
twojego instrumentu
odda ochoczo w eter
przesycony pierwotną
wonią uniesienia

Ty

Patrząc Ci w oczy

Chciałbym je wypełnić

i Ciebie po brzegi

miłością i mną

odegnać chłód i przekonać

że kochać można całe życie

bez granic

nikt nie wskaże na Ciebie palcem

nie przetrąci karku

nie powstrzyma bicia serca

nie obnaży ciała zwierzęcym instynktem

moja jesteś ty i moje są twoje oczy

piątek, 18 lutego 2011

Modlitwa utrudzonego

Panie czemu nie dasz mi chwili
którą mógłbym celebrować na wieki
kobiety, której nie odpuścił bym na
chodź na ułamek ziemskiego czasu
czemu nie podarujesz mi mądrości syna Dawida
i skrzydeł bym ratował ptaki
którym brakło sił na życie

tchnij we mnie ducha
miłości
napraw mnie a będę kochał
oczy jej i kibić

patrz na mnie jak na człowieka
kalecz mi ciało i rozum
ale serce zostaw
zostaw
krwawiące

czwartek, 17 lutego 2011

Uczucia oporne

Na katafalku wspomnień
ułożę swe ciało
królowi oddam berło moich fobii
królowej cnotę
organicznie roztocze
majestat myśli
ubogich w cuda
hożych na namiętności

pełnych, krągłych
niczym dzban
nalewam te myśli
strumieniem szklanym

w każdy otwór
twojego ciała
głucho drżysz
a ja tylko słucham

niedziela, 13 lutego 2011

Polowanie

Tropie Cię zmysłami jak pies

uciekasz w chaszcze

kryjesz się w gęstwinie

przed wzorkiem pełnym miłości

 

mówią o mnie łowca

bo zatruwam strzały namiętnością

strzelam celnie, prosto w serce

namiętność niczym trucizna rozchodzi się

po twoim ciele skręcając Cie w konwulsjach

 

jesteś mała i nie winna

leśna nimfa, łania

biedne zwierze

leśny duch

krwawisz ranna

z rany sączy się strumieniami uczucie

znajdę Cie

Skóra

Nic piękniejszego nie ma nad

skóry kobiety powłokę



jak światło muska

rosę na trawie



tak i ja muskać chce

alabastrową skórę kobiety



skóra obdarta z jakichkolwiek

wyrzutów i emocji



gładka codziennością

smukła miłością



piękna

nie wzgardzona kroplą czasu



odbierającą każdy dotyk

ciepłem uczucia

Ciotka Lucy

Mówiłem Ciotce Lucy by



nie gładziła mej głowy



Mówiłem Lucy nie każ mi



wspominać



ona na przekór mych rządzy



kładła ręce na piersi



Mówiła to tylko kilka dni



miną



strach we mnie zbierał



kiedy patrzyła ze spokojem mi w twarz



Mówiłem Ciotce Lucy



to nie igraszka trąci zapachem



śmierci i naftaliny



Ciociu droga- matko dziewico



idę na wojnę


napisany w zainspirowaniu twórczością C. Miłosza 

Miasto żywych dusz

Rynsztokami cierpień płyną pełne żalu łódki

dużo ich już na horyzoncie

pewnie znowu ktoś umarł..

a może już nie ma do kogo wtulić swe ciało

i myśli ukoić tchnieniem matczynym

i tak utulony w żalu, płynę po szczęście

którego nawet nie ogarnia widnokrąg

mijając melancholijne kurtyzany

płynę….

Kiedy widzę te same twarze

pełne alabastrowych min

myślę o tamtych dnach

co odeszły w horyzont

czy nie lepiej wejść pod pędzący automobil…?

Zawirował by świat jak karuzela

I oddech by ustał, na jedynej ukochanej szyi

Lampa

Zapalam lampę
czekam
aż żarówka rozjarzy rozjarzy swoją kulistą osobowością

mętne i mgliste

ściany pokoju- duszy



uwięziony niczym egzotyczny ptak

w klatce więzieniu

liczę kolejne dni banicji

mojego serca



kontroluję własne czyny

boję się rozsądku ludzi

trzymających straż

nad moim losem pełnym

pogardy



strażnicy drwią z mojego życia

tracąc resztki prostoty

z goryczą przełykam resztki śliny po

wspomnieniu o tobie



niebieskie ptaki przylatujące na okno

karmię resztkami ułudy o

twych oczach cielęcych

i przepasanej talii