Stojąc na firmamencie
patrze na twarze wesołe, rozbawione
pulchne od śmiechu z samego wnętrza
Dwór mój pełen jest błaznów
ale tylko ja trudzę się swoja rolą
śmiechem i absurdem wojując świat
aż padam siny i bez tchu bo
ileż można karmić się pochlebstwami
błazeństwem i fałszem
umiera moje zajęcze serce
bo w końcu przyćmiewa je dusza
ostra i najeżona
pełna bólu o to jaki
jestem na prawdę
któż to może wiedzieć
w tym korowodzie
twarzy bez oczu
i twarzy zawistnych
o Błaźnie Nadworny!
ty jeden modliłeś się
o to co przyniesie nam świt
daj siłę tym którzy
patrzą w serce
nie ocierając się o złudzenia