środa, 23 lutego 2011

niedziela, 20 lutego 2011

Melodia

W taka parną noc jak ta
staje się wirtuozem twojego ciała
w chłopięce sutki
ustami wtłaczam życie
stają się żywe
czują i myślą

po  membranie brzucha
przesuwam palce
napięta skóra akordem
wzbrania się by nie wydać przed wczesnego dźwięku

barytonem sięgam dna
dłonią, układam instrument
raz wydając dźwięki niższych
a raz wyższych sfer

przesuwam i naciskam by
znaleźć dźwięk który ciało
twojego instrumentu
odda ochoczo w eter
przesycony pierwotną
wonią uniesienia

Ty

Patrząc Ci w oczy

Chciałbym je wypełnić

i Ciebie po brzegi

miłością i mną

odegnać chłód i przekonać

że kochać można całe życie

bez granic

nikt nie wskaże na Ciebie palcem

nie przetrąci karku

nie powstrzyma bicia serca

nie obnaży ciała zwierzęcym instynktem

moja jesteś ty i moje są twoje oczy

piątek, 18 lutego 2011

Modlitwa utrudzonego

Panie czemu nie dasz mi chwili
którą mógłbym celebrować na wieki
kobiety, której nie odpuścił bym na
chodź na ułamek ziemskiego czasu
czemu nie podarujesz mi mądrości syna Dawida
i skrzydeł bym ratował ptaki
którym brakło sił na życie

tchnij we mnie ducha
miłości
napraw mnie a będę kochał
oczy jej i kibić

patrz na mnie jak na człowieka
kalecz mi ciało i rozum
ale serce zostaw
zostaw
krwawiące

czwartek, 17 lutego 2011

Uczucia oporne

Na katafalku wspomnień
ułożę swe ciało
królowi oddam berło moich fobii
królowej cnotę
organicznie roztocze
majestat myśli
ubogich w cuda
hożych na namiętności

pełnych, krągłych
niczym dzban
nalewam te myśli
strumieniem szklanym

w każdy otwór
twojego ciała
głucho drżysz
a ja tylko słucham

niedziela, 13 lutego 2011

Polowanie

Tropie Cię zmysłami jak pies

uciekasz w chaszcze

kryjesz się w gęstwinie

przed wzorkiem pełnym miłości

 

mówią o mnie łowca

bo zatruwam strzały namiętnością

strzelam celnie, prosto w serce

namiętność niczym trucizna rozchodzi się

po twoim ciele skręcając Cie w konwulsjach

 

jesteś mała i nie winna

leśna nimfa, łania

biedne zwierze

leśny duch

krwawisz ranna

z rany sączy się strumieniami uczucie

znajdę Cie

Skóra

Nic piękniejszego nie ma nad

skóry kobiety powłokę



jak światło muska

rosę na trawie



tak i ja muskać chce

alabastrową skórę kobiety



skóra obdarta z jakichkolwiek

wyrzutów i emocji



gładka codziennością

smukła miłością



piękna

nie wzgardzona kroplą czasu



odbierającą każdy dotyk

ciepłem uczucia

Ciotka Lucy

Mówiłem Ciotce Lucy by



nie gładziła mej głowy



Mówiłem Lucy nie każ mi



wspominać



ona na przekór mych rządzy



kładła ręce na piersi



Mówiła to tylko kilka dni



miną



strach we mnie zbierał



kiedy patrzyła ze spokojem mi w twarz



Mówiłem Ciotce Lucy



to nie igraszka trąci zapachem



śmierci i naftaliny



Ciociu droga- matko dziewico



idę na wojnę


napisany w zainspirowaniu twórczością C. Miłosza 

Miasto żywych dusz

Rynsztokami cierpień płyną pełne żalu łódki

dużo ich już na horyzoncie

pewnie znowu ktoś umarł..

a może już nie ma do kogo wtulić swe ciało

i myśli ukoić tchnieniem matczynym

i tak utulony w żalu, płynę po szczęście

którego nawet nie ogarnia widnokrąg

mijając melancholijne kurtyzany

płynę….

Kiedy widzę te same twarze

pełne alabastrowych min

myślę o tamtych dnach

co odeszły w horyzont

czy nie lepiej wejść pod pędzący automobil…?

Zawirował by świat jak karuzela

I oddech by ustał, na jedynej ukochanej szyi

Lampa

Zapalam lampę
czekam
aż żarówka rozjarzy rozjarzy swoją kulistą osobowością

mętne i mgliste

ściany pokoju- duszy



uwięziony niczym egzotyczny ptak

w klatce więzieniu

liczę kolejne dni banicji

mojego serca



kontroluję własne czyny

boję się rozsądku ludzi

trzymających straż

nad moim losem pełnym

pogardy



strażnicy drwią z mojego życia

tracąc resztki prostoty

z goryczą przełykam resztki śliny po

wspomnieniu o tobie



niebieskie ptaki przylatujące na okno

karmię resztkami ułudy o

twych oczach cielęcych

i przepasanej talii

Kobieta

Drogą do niebios są twe uda kobiece

Niczym autostrada wiodą do rozkoszy

Szaleństwa rozkoszy wokół

oczy patrzących na kobietę

jedyną cała i moją



zroszoną zimnym potem

absorbującym namiętność otoczenia



Ty jedyna rozumiesz me łzy

męskie, anielskie, miejskie



Przytakujesz kobieca brodą

na całe moje zło

które wyrządzam obojętnością moją i moich dzieci

Ubranie wierzchnie

Uprasowałaś mi koszule poplamioną miłością

stwierdziłaś,że będzie pasować do

garnituru z uczuć



ubrałaś mnie i ucałowałaś

nasz szczęście po czym

kazałaś wyjść



mówiłaś do mnie

bez wstydu i pretensji



a ja pyszny i arogancki

twierdziłem że nie trzeba bać się

uczuć


chodź wiem że sam nic nie posiadam
mam otwarte serce na każde twoje skinienie

Stańczyk

Stojąc na firmamencie

patrze na twarze wesołe, rozbawione

pulchne od śmiechu z samego wnętrza



Dwór mój pełen jest błaznów

ale tylko ja trudzę się swoja rolą

śmiechem i absurdem wojując świat



aż padam siny i bez tchu bo

ileż można karmić się pochlebstwami

błazeństwem i fałszem



umiera moje zajęcze serce

bo w końcu przyćmiewa je dusza

ostra i najeżona



pełna bólu o to jaki

jestem na prawdę

któż to może wiedzieć



w tym korowodzie

twarzy bez oczu

i twarzy zawistnych



o Błaźnie Nadworny!

ty jeden modliłeś się

o to co przyniesie nam świt



daj siłę tym którzy

patrzą w serce

nie ocierając się o złudzenia