czwartek, 30 czerwca 2011

Obraz

Obraz twojej twarzy
Rozpływa się  po podłodze
W kroplach porannej rosy

Kładziesz mi na twarzy chude palce
Niczym obłoki
Przesuwają się po niebie
Moich lic

Nakarmię twojego kota tylko on
Wierzy jeszcze w to co
Bóg juz przekreślił

Otrzyj krwawe łzy
Otrzyj krwawy pot
Ratuj resztki wiary

Słychać oddech!
Czasu
Na twoich nagich plecach
Koloru jaśminu

Na czasy

  Eksploruje umysł w poszukiwaniu spokoju
obijam się pomiędzy trwogą a smutkiem
plącze nerwy i wiąże je na postronku


Tracę moralność w gniew obrastam
wojna się brzydzę ale na strychu trzymam karabin
pamiątkę po czasach dawnych pełnych szacunku


obdartych z fałszywych uczuć
apoteozy złego smaku
czcij matkę swoją a ojca szanuj
czasy niepewne granitowymi chmurami
otoczą nas samych 

Przypowieść

Ze studni miłości wydobyłem pełen bukłak
Przyniosłem go do domu rozpusty Sodomy
Wyśmiano mnie i wyszydzono
Ale miłość była ze mną
Gorało we mnie serce i trzęsły się nogi moje
Wierzyłem nadal, ze Arka uratuje nas od potopu
Ale przed wodą już nas nie chroni
Zatapia nas w swoim ciele- mętnej zimnej wody
Wlewając się w nas
Kamieniem rzucisz we mnie pierwszy
Drogi przechodniu
Nikt nie pomoże
Poniosę mój krzyżyk sam  

***

Ciało twoje napięte głaszcze jak kota

opina się jak struna łydką nagą

patrzę na Ciebie

chodź wiem…

że karcisz moje spojrzenie

gdy zsuwam je na sutki z dźwięku



Do pokoju wchodzi niepewność

czuje już w odrzwiach

przystawisz mi do głowy

te same sztylety

zimne kawałki

stali

pachnącej orężem miłości



Wstąp na mnie zapomnijmy

o martwej pościeli między nami