Tąpniecie nawiedza moje życie
zwala się, w kawałkach na chodnik
obok przechodniów leży moje potrzaskane ciało
trzęsie się od nadmiaru spojrzeń
spoczywam lekko bez zawracania
szyi a nawet głowy reszcie
motłochu
Będę sam zajęty zbieraniem resztek
mojego nie wątłego ciała
wszystkich komórek
pokrytych pogardą dla
samej własnej osoby
Niech i tak będzie pokocham jednoosobowość
ożenię się z nią i zestarzeje
po próg mojego domu będzie jej pełno
zamiast płaczu i tupania stóp
pojedyncze ciało