Zimą melancholia otula mnie sztywno kocem
Koc ten nie staje się już twoim ciałem
Z promieni słońca tych zimowych poranków
Serce hula pośród wiatrów
Ja niebawem stanę się śnieżna kulą
Z lodu i niespełnienia
Oprószy mnie śnieg po sama szyje
Ale stopnieje od Ciepła
Zimowych poranków
Krążę pomiędzy chmurami
Szukam dachu nad głową, ciepłej płachty
I Ciebie
Ziem trzeba przezimować razem
Chodź brnę sam zaspach
W te zimowe poranki