Wyłaniamy się z mgły
pozorów i próśb.
Zaklęci w obietnice
każdego poranka,
że będzie lepszy.
Deszcz już przestał padać
i dopiero zacznie.
Myślę o twoich obojczykach
kiedy wracam w zimne noce.
Oddech mój, ciepłe tchnienie
miesza się z zimnym
upragnieniem jesieni.
Rozliczamy się z czasu
i z siebie
kiedy nas nie ma.
Kiedy drążysz i prężysz się
i opierasz jak struna
wprawiana w ruch.
Skrzypią drzwi
mojego serca,
nieużywanego.
Widać tylko oczy
niebieski prześwit
burki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz