Twoja obecność wprowadza mnie
w stan gorączkowego wyczekiwania.
I niepewności, rodem z
sennej nocy,nad którą ma za chwilę
nadejść świt.
Namaściłem się wonnościami
i położyłem się do trumny.
Nagle poczułem się
bardziej chory.
Niż jestem teraz,
niż rano wstałem
i wieczorem kładłem się.
Czułem twój zapach
przez bawełnianą koszulkę.
Chciałem klnąc i bluzgać
na los nieszczęsny,
bo piękności w tobie
co nie miara
i poczucia wstydu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz